Sobota – 30 kwietnia oraz wtorek – 3 maja, to dwa dni, w które udało się zrealizować treningi w Sowich. W pierwszy dzień kręciłem sam, przy bardzo dobrej i słonecznej pogodzie, choć temperaturze jeszcze lekko zimowej. Nie mniej jednak tego dnia mijałem już większe grupy rowerzystów, kolarzy MTB oraz szosowców. To był dowód na to, że coraz większe grono ludzi odkurza swoje maszyny i zaczyna jeździć/trenować w górach, bo i na co czekać? Założenia na trening, zarówno sobotni jak i wtorkowy, były takie same, trasa również, ale w tym tekście skoncentruję się na wtorkowym wypadzie grupowym.

Skład jak na otwarciu sezonu, 4-osobowy: ja, Mariusz, Tomek i Marcin. Z racji tego, że chłopaki mieszkają niedaleko siebie, postanowiliśmy, że pojadą we trójkę jednym samochodem, a ja na miejsce dojadę swoim. Wyjazd wcześnie rano, z racji tego, że każdy z nas po południu miał swoje rodzinno-zawodowe obowiązki. Start z Wrocławia o 6:30. Około 7:40 spotykamy się standardowo w Kamionkach na parkingu pod kościołem. Pogoda już nieco inna niż dzień wcześniej we Wrocławiu. Temperatura około 4-5 stopni, niebo zachmurzone, zatem koniecznie zabieramy ze sobą kurtki przeciwdeszczowe. Ubiór oczywiście na długo, bez dwóch zdań. Chłopaki przyjechali trochę wcześniej i już byli gotowi do wyjazdu. Mariusz postanowił zaczekać, natomiast Tomek z Marcinem pojechali przed nami. I tak nas dogonicie i przegonicie – skonstatowali. Nasze założenie z Mariuszem na ten trening: wszystkie ścianki, tj. Glinno x2, Osada Grządki x2 oraz „Gliczarów”, jedziemy interwały napięć mięśni. Wszystko z siodła, w zależności od nachylenia, z kadencją 30-40rpm oraz 40-50rpm. Pozostałe podjazdy w subprogu mleczanowym lub niżej.

Zjeżdżamy do Pieszyc pod sam kościół i z samego dołu zaczynamy rozgrzewkę po względnie niewielkim nachyleniu. Na zjeździe, nie ma co, było chłodno. Bez długich rękawiczek się nie obeszło. Jednak na rozgrzewce śmiało kręcimy 85rpm+, toteż temperatura ciała podnosi się dość szybko. Na sekcji brukowej trochę nas telepie. Znamy ten podjazd na wylot, dlatego wiemy przy których fragmentach kostka jest chusteczkowa, a gdzie w miarę łagodna, lepiej położona. Kręcimy, bajerujemy, na drodze ani jednej żywej duszy. Ruch samochodowy również znikomy – dla kolarzy to zawsze dobrze. O tej porze jeszcze wszyscy pochowani w domach. Zresztą, pogoda też nie zachęcała do wczesnoporannych spacerów. Bruki za nami, wjeżdżamy na asfalt i zaczyna się fragment zwany Potoczek o dobrym nachyleniu 10%+. Jedziemy razem z Mariuszem, lecz każdy z nas pilnuje swojego subprogu mleczanowego. Podjazd na Przełęcz Walimską jest najbardziej wymagający spośród wszystkich przełęczy w Sowich – długi i kręty, a miejscami z konkretnym nachyleniem, no i bruki na początku. Po drodze mijamy Tomka z Marcinem, rzucamy żartem, chwila śmiechu, po czym z Mariuszem dalej kontynuujemy swoje, a chłopaki swoje. Umiarkowanie, pierwszy podjazd już za nami. 3 kilometry przed szczytem skręcamy w prawo, kierunek Glinno, lecz postanawiamy zjechać jeszcze nieco niżej, aby mieć dłuższy odcinek na pierwszy interwał. Jak zauważył Mariusz, dokładnie 1,3km. Napinamy muskle ile wlezie. Pracuje oczywiście czworogłowy (obszerny pośredni, prosty, obszerny boczny – najbardziej, oraz obszerny przyśrodkowy). Do pracy dochodzi także mięsień podeszwowy, mięsień brzuchaty łydki (przyśrodkowy i boczny), mięsień płaszczkowaty. Ponadto, dwugłowy (długi i krótki), półścięgnisty oraz podkolanowy. Włącza się także jeden z mięśni dupnych, tj. średni pośladkowy. Komplet. Przyjemnie boli, co oznacza, że praca wre.

1_glinno_30_04_16 (fota z soboty – 30 kwietnia, odcinek z Glinna w stronę Walimia)

Dalej, zjeżdżamy do Walimia. Tutaj pasza, u mnie banan razy dwa, u Mariusza baton. Postanawiamy chwilę zaczekać na chłopaków. Chwila trochę się wydłuża. Aby nie ostygnąć, jedziemy kolejny interwał na następnym odcinku, przez Osadę Grządki do Sokolca. Dla przypomnienia, pierwsze 2 kilometry – z całej 8-kilometrowej sekcji – to średnie nachylenie 10,3%, a max nachylenie na 100 metrach to 15%. Przepychamy aż miło, każdy swoje. Po tym fragmencie chwila odpoczynku. Baton po raz pierwszy, trochę zjazdu i następny interwał na odcinku 1,8km, z czego ostatnie kilkaset metrów to solidne nachylenie 12%+.

6_kozioł_3_05_16_zm (fota z wtorku – 3 maja, muzykalny kozioł w okolicy Sierpnicy)

Następnie zjeżdżamy przez Przełęcz Sokolą, Miłków do Ludwikowic Kłodzkich.

2_p_sokola_30_04_16 (fota z soboty – 30 kwietnia, odcinek na Przełęczy Sokolej)

Tutaj skręcamy w prawo na drogę nr 381 i zaczynamy podjeżdżać drugą stroną, przez Sowinę do Sokolca. Bajery na tematy wszelakie ciąg dalszy. Pomijamy podjazd przez Przełęcz Sokolą, którą wcześniej zjeżdżaliśmy i w Sokolcu obieramy kierunek na „Gliczarów”. Kolejny interwał czas zacząć. Przypomnę, „Gliczarów” w Sokolcu, to około 900-metrowy odcinek, jeden z najbardziej stromych fragmentów w Górach Sowich. Nachylenie tutaj trzyma od 13%+,
a momentami sięga nawet powyżej 20%!

7_sokolec_gliczarów_3_05_16

Bolało, ale cały czas przyjemnie. Na szczycie w Sokolcu kolejna pasza. Mariusz w między czasie dzwoni do chłopaków, gdzie kręcą i w którym kierunku zmierzają. Mamy czas – wysunął po rozłączeniu się. Bez zastanowienia obieramy kierunek na Osadę Grządki, lecz z drugiej strony. Zatem kolejno przejeżdżaliśmy przez Sierpnicę oraz Górną Rzeczkę.

3_górna_rzeczka_30_04_16 (fota z soboty – 30 kwietnia, odcinek z Sokolca w stronę Sierpnicy)

Na tym odcinku, na 2,5-kilometrowym podjeździe, kręcimy kolejny interwał napięć mięśni. Noga już coraz bardziej zmęczona, ale ma prawo, bo i jest po czym. Następnie zjazd do Walimia i tutaj azymut ponownie na Glinno. Przed nami ostatnie interwały, najpierw na odcinku 1,6km, później na ponad 5-kilometrowym fragmencie. Ponieważ czas nas gonił, to zrezygnowaliśmy z podjazdu na szczyt Przełęczy Walimskiej. Od razu zjechaliśmy przez Rościszów do Pieszyc i stąd cool down w stronę parkingu pod kościołem w Kamionkach.

Chłopaki czekali na nas jakieś pół godziny. Rozciąganie, pasza, kosztowanie wypieków z weekendu majowego. Wyjazd. Po drodze, utartym zwyczajem, przystanek na Orlenie na gorącego psa oraz espresso. Kropka nad „i”. Wzajemne podziękowania za kolejny wspólnie nakur…y trening. Jak tylko wyjechaliśmy z Dzierżoniowa, to zaczęło padać. Udało się nam z pogodą, bo druga połowa tego dnia była już cała deszczowa. Niebo płacze, kiedy kolarze opuszczają Góry Sowie, ale zawsze chętnie do nich wracają. Tutaj zrealizuje się każde założenia treningowe, jeśli się wie z kim i którędy jechać. W doborowym towarzystwie zawsze jest moc.

 

Trasa z soboty – 30 kwietnia: https://www.strava.com/activities/561124514

Dystans: 71,4km

Przewyższenie: 1681m

 

Trasa z wtorku – 3 maja: https://www.strava.com/activities/564838051

Dystans: 58,2km
(nie włączyłem na początku runkeepera, zatem pierwsze kilkanaście kilometrów nie zarejestrowane)

Dystans (z licznika): 76,10km

Przewyższenie (na dystansie 58,2km): 1453m